Zamówienia medyczne

Blog na temat zamówień publicznych w branży medycznej

Page 2 of 4

Algorytm SHA-1

Algorytm SHA-1 narobił ostatnio dużo zamieszania w świecie zamówień publicznych. Wszystko za sprawą jednego z wyroków Krajowej Izby Odwoławczej, a konkretnie wyroku z dnia 10 grudnia 2018 r. wydanego w sprawie o sygnaturze akt KIO 2428/18. W tym wyroku Izba stwierdziła, że podpisanie dokumentu przy pomocy funkcji skrótu SHA-1 jest wadliwe i taki dokument nie może zostać uznany za prawidłowy.

Zacznijmy jednak omawiać ten problem po kolei.

Co to jest SHA-1?

SHA-1 (z ang. Secure Hash Algorithm) jest to funkcja skrótu używana przy składaniu kwalifikowanego podpisu elektronicznego. SHA-1 jest używane już od 1995 r. Obecnie wielu informatyków uważa, że funkcja skrótu SHA-1 nie jest już tak bezpieczna, jak była kiedyś. Ich zdaniem istnieje (niewielkie, ale jednak) ryzyko, że dokument podpisany funkcją skrótu SHA-1 może spowodować naruszenie bezpieczeństwa. Dlatego powstała kolejna, bezpieczniejsza funkcja skrótu, która została nazwana SHA-2 (na którą składają się SHA-224, SHA-256, SHA-384, SHA-512). 

Rekomendacja do stosowania SHA-2

Ustawodawca zaleca obecnie stosowanie funkcji skrótu SHA-2. Taka rekomendacja została zawarta między innymi w ustawie o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej. Możemy przeczytać tam, że do dnia 1 lipca 2018 r. można jeszcze spokojnie używać SHA-1. Nie jest natomiast napisane, co należy stosować po tej dacie. W szczególności w ustawie nie ma (przynajmniej póki co) zakazu do stosowania SHA-1. Ponadto ustawa wskazuje, że dostawcy usług zaufania, producenci sprzętu oraz podmioty publiczne są zobowiązani do odpowiedniego dostosowania swojego oprogramowania oraz systemów. Zdecydowana większość osób rozumiała ten przepis w ten sposób, że po pierwsze stanowi on jedynie rekomendacje do „przerzucenia” się z SHA-1 na SHA-2, a nie bezwzględny zakaz stosowania SHA-1. A po drugie, że ta rekomendacja jest skierowany tylko do określonej grupy podmiotów (dostawcy usług zaufania, producenci sprzętu, podmioty publiczne), a nie do wszystkich firm w Polsce.

Wyrok KIO 2428/18

Krajowa Izba Odwoławcza orzekła jednak zupełnie inaczej.

Jej zdaniem złożenie elektronicznego podpisu z wykorzystaniem funkcji skrótu SHA-1 jest nieważne. Izba stanęła na stanowisku, że przepis ustawy o usługach zaufania nie dość, że bezwzględnie zakazał stosowania SHA-1, to jeszcze jest skierowany zarówno do podmiotów publicznych, jak i komercyjnych (czyli wykonawców).

Krytyka wyroku

Wyrok spotkał się z niemal powszechną krytyką. Prawnicy zarzucali Izbie, że nieprawidłowo zinterpretowała przepis z ustawy o usługach zaufania. Informatycy podkreślali, że funkcja skrótu SHA-1 może być nadal bezpiecznie stosowana. Bardzo ciekawe stanowisko (również krytyczne wobec wyroku) przedstawiła Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Z opinią PIIT można się zapoznać pod tym linkiem.

Wreszcie głos zabrało również Ministerstwo Cyfryzacji, do którego z prośbą o opinie zwrócił się Urząd Zamówień Publicznych. MC wyraźnie wskazało, że algorytm SHA-1 nie jest wprawdzie już rekomendowany, ale równocześnie nie został wycofany i podpisy elektroniczne złożone przy jego użyciu pozostają ważne. Stanowisko MC dostępne jest pod tym linkiem.

Zmiana frontu przez KIO (?)

Wydaje się, że pod naporem krytyki KIO zmieniła swoje stanowisko. W ostatnich dniach zostały wydane wyroki, w których podpis z wykorzystaniem SHA-1 uznano za prawidłowy (przykładowo wyrok KIO 137/19). Na razie nie mogę jednak nic więcej napisać o tych wyrokach, ponieważ nie zostały jeszcze sporządzone ich pisemne uzasadnienia.

Co powinien zrobić wykonawca?

Sprawa jest o tyle problematyczna, że może dotyczyć naprawdę wielu ofert. Jeszcze niedawno nikt (no może poza specjalistami z zakresu informatyki) nie zwracał uwagi na funkcję skrótu z jaką składał podpis. Co więcej, jeżeli wykonawca zaopatrzył się w podpis elektroniczny już jakiś czas temu, to jako domyślny miał ustawiony skrót SHA-1. A to oznacza, że wiele ofert i innych dokumentów do tej pory mogło zostać podpisanych z wykorzystaniem SHA-1.

Ja liczę jednak, że KIO ostatecznie zmieniła swoje stanowisko i uznała za prawidłowy podpis z wykorzystaniem SHA-1. Wykonawcom rekomenduję jednak nie ryzykować i po prostu składać podpis z SHA-2. Jedyna różnica to wybór odpowiedniej opcji przy składaniu podpisu. Ponadto, nowe wydawane podpisy mają już ustawioną jako domyślną funkcję skrótu SHA-2.

Oferta podpisana odręcznie i podpisem elektronicznym podlega odrzuceniu

Jeżeli wykonawca podpisał ofertę ręcznie „tradycyjnym” podpisem, a następnie taką ofertę zeskanował i skan opatrzył kwalifikowanym podpisem elektronicznym, to oferta podlega odrzuceniu. Tak orzekła Krajowa Izba Odwoławcza w wyroku z dnia 4 stycznia 2019 r. wydanym w sprawie o sygnaturze akt KIO 2611/18.

Wyrok wzbudził bardzo dużo kontrowersji. W tym artykule postaram się omówić o co w nim chodzi i jakie konsekwencje niesie dla wykonawców.

Stan faktyczny sprawy

Sprawa dotyczyła postępowania prowadzonego powyżej progów unijnych objętego pełną elektronizacją.

W postępowaniu o udzielenie zamówienia ofertę złożył wykonawca, który za pośrednictwem platformy wysłał zamawiającemu plik w formacie .pdf zatytułowany „oferta”. Plik ten stanowił skan podpisanych ręcznie przez wykonawcę dokumentów, między innymi formularza ofertowego i formularza cenowego. Plik został ponadto podpisany przez tę sama osobę kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Mieliśmy więc dwa podpisy – jeden odręczny oraz drugi elektroniczny.

Zamawiający uznał, że taka oferta podlega odrzuceniu jako niezgodna z ustawą. Wykonawca nie zgodził się z taką decyzją zamawiającego i złożył odwołanie do Krajowego Izby Odwoławczej.

Stanowisko KIO

KIO uznała, że zamawiający postąpił prawidłowo odrzucają ofertę wykonawcy.

Jak uzasadniono takie stanowisko?

KIO uznała, że zgodnie z przepisami oferta musi zostać sporządzona w postaci elektronicznej oraz podpisana kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Są to więc tak naprawdę dwa warunki: (1) sporządzenie w postaci elektronicznej oraz (2) podpisanie podpisem elektronicznym. W tym przypadku został spełniony wyłącznie warunek numer (2) – oferta została podpisana elektronicznym podpisem.

Nie został natomiast spełniony warunek numer (1), ponieważ oferta została sporządzona w tradycyjnej (to znaczy papierowej) formie, a dopiero później zeskanowana. Tymczasem zgodnie z ustawą powinna od początku do końca zostać sporządzona w formie elektronicznej.

Ponadto KIO wskazało na jeszcze jeden argument. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, jeżeli dokument nie został sporządzony w formie dokumentu elektronicznego, to wykonawca może go zeskanować. Taki zeskanowany dokument nazywa się „elektroniczną kopią dokumentu”. Jeżeli wykonawca przedstawia taką elektroniczną kopię dokumentu i podpiszę ją elektronicznym podpisem, to traktowane jest to jako poświadczenie za zgodność z oryginałem.

Ta regulacja ma sens. Załóżmy, że wykonawca musi przedstawić w przetargu deklarację zgodności, którą otrzymał od producenta wyłącznie w formie papierowej. W takiej sytuacji skanuje ją (czyli tworzy „elektroniczną kopię dokumentu”), a następnie podpisuje elektronicznie, co jest równoznaczne z poświadczeniem za zgodność z oryginałem (który to oryginał istnieje wyłącznie w tradycyjnej formie pisemnej).

Co zdaje egzamin w przypadku deklaracji zgodności, czy innych dokumentów przedmiotowych, nie sprawdzi się w przypadku samej oferty. Oferta (czyli zazwyczaj formularz ofertowy i cenowy) musi być bowiem przedstawiona w oryginale. Nie można przedstawić jej kopii poświadczonej za zgodność. W naszym przypadku wykonawca sporządził oryginalną ofertę w formie pisemnej. Do zamawiającego wysłał natomiast wyłącznie elektroniczną kopię oferty poświadczoną za zgodność z oryginałem.

Ja to sobie tłumaczę, że to tak, jakby przed nowelizacją wykonawca przygotował i podpisał ofertę, a następnie zrobił jej ksero. Ksero z kolei poświadczył za zgodność z oryginałem i wysłał zamawiającemu. Oferta podlegałaby odrzuceniu, ponieważ została złożona tylko jej kopia, podczas gdy wymagany jest oryginał. Dokładnie z taką samą sytuacją mieliśmy do czynienia w tym przypadku, z tym że poświadczanie za zgodność odbyło się w formie elektronicznej.

Jak oceniam ten wyrok?

Szczerze mówiąc mam wobec tego wyroku mieszane odczucia.

Z jednej strony uważam, że Krajowa Izba Odwoławcza orzekła słusznie – zgodnie z obowiązującym prawem. Pamiętam, jak jeszcze na początku grudnia zeszłego roku na jednym z serwisów rozgorzała zaciekła dyskusja. Jeden z zamawiających stanął przed decyzją co powinien zrobić z ofertą, którą otrzymał. Została ona właśnie podpisana tradycyjnym podpisem, a następnie zeskanowana, a skan ponownie podpisany – tym razem podpisem elektronicznym. Zamawiający prosił o poradę co powinien zrobić w takiej sytuacji.  Zdania były bardzo podzielone. Ja sam stałem na stanowisku, że taka oferta podlega niestety odrzuceniu. Przedstawiałem argumenty  zbieżne z tymi, które zaprezentowała KIO w omawianym wyroku. Uważam więc, że wyrok jest zgodny z prawem.

Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, jak duże konsekwencje on niesie ze sobą. Tak naprawdę wszyscy dopiero powoli uczymy się elektronizacji. Wszyscy, zarówno UZP, KIO, zamawiający, jak i wykonawcy. Przed nami jeszcze wiele problemów z nią związanych. Wiele kwestii jest po prostu nieintuicyjnych. Wykonawcy może wydawać się to oczywistym, że najpierw podpisuje ofertę tradycyjnie, a później elektronicznie. Może sobie też pomyśleć, że lepiej „na zapas z ostrożności” podpisać ofertę dwa razy niż popełnić jakiś błąd. A tymczasem takie podejście powoduje odrzucenie jego oferty…

Wykonawcy zwracają uwagę na jeszcze jedną niedogodność. Często wzory formularzy ofertowych przygotowane przez zamawiających mają bardzo „skopane” formatowanie. Wynika to z tego, że zamawiający przygotowali formularze tak, żeby można je było łatwo uzupełnić po wydrukowaniu ręcznie. Natomiast przy uzupełnieniu danych elektronicznie cały tekst rozsypuje się stając się zupełnie nieczytelny. Ja wiem, że przy odpowiednim wysiłku formatowanie da się poprawić, ale czy to jest zadanie dla wykonawcy? Wykonawcy czasem łatwiej wzór formularza wydrukować, wypełnić ręcznie, a potem zeskanować. Z tym, że zgodnie z omawianym wyrokiem to powoduje odrzucenie oferty… Nie została bowiem sporządzana w formie elektroniczne, a papierowej, dopiero następnie zeskanowana.

Pojawia się też problem, co w sytuacji gdy zamawiający udostępnił formularz ofertowy jedynie w wersji nieedytowanej? Ok, niby można użyć OCR. Z tym, że po pierwsze nie każdy go posiada, a po drugie nie można mu w 100% zaufać, ponieważ zawsze jest ryzyko, że pominie jakiś element, co znowu może spowodować odrzucenie oferty.

Co powinien zrobić wykonawca?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że to jest na razie pierwszy wyrok w tej sprawie. Nikt nie może zagwarantować, że w kolejnych wyrokach Krajowa Izba Odwoławcza nie zmieni swojego stanowiska. Nie wiadomo również czy od wyroku zostanie wniesiona skarga do sądu, a jeżeli tak, to jak sąd ustosunkuje się do sprawy. Wyrok wzbudził bardzo duże kontrowersje, wiele osób uważa, że tak złożona oferta nie powinna mimo wszystko podlegać odrzuceniu.

Ja jednak uważam, że wykonawcy składający oferty w postępowaniach objętych elektronizacją powinni pamiętać, że oferta musi zostać sporządzona od początku do końca wyłącznie elektronicznie. Nie jest możliwe przygotowanie jej w tradycyjnej formie, a następnie zeskanowanie i podpisanie skanu elektronicznie.

EDYCJA:

Sprawa ma dalszy ciąg, który opisuję w tym artykule: „Skan oferty – ciąg dalszy zamieszania

Referencje od podmiotu prywatnego

Dzisiaj chciałbym na blogu zainaugurować nową serię wpisów pod tytułem „Mity na temat zamówień publicznych”. Skąd pomysł na taką serię?

Wokół zamówień publicznych narosło bardzo dużo mitów. Bardzo często podczas rozmów z klientami spotykam się z sytuacją, że są błędnie przekonani, że żeby być zgodni z prawem muszą wykonać określoną czynność. Bądź przeciwnie – że coś co mogliby bez przeszkód zrobić jest przez prawo zakazane.

To nie jest dobra sytuacja, ponieważ uniemożliwia wykonawcom podejmowanie właściwych decyzji biznesowych. Spotkałem się nawet z sytuacją, gdy wykonawca rezygnował ze składania ofert w niektórych postępowaniach, ponieważ był przekonany, że i tak będzie podlegał wykluczeniu. Stracił więc szanse na uzyskanie kilkudziesięciu ciekawych i dochodowych zamówień. A wszystko przez to, że uwierzył w jeden z wielu krążących mitów.

Szczególnie niebezpiecznie się robi, kiedy ofiarą takich mitów padnie zamawiający i na przykład bezpodstawnie odrzuci całkowicie prawidłową ofertę wykonawcy.

Zacznijmy więc od pierwszego mitu.

MIT – referencje, jakie należy przedstawić w postępowaniu o udzielenie zamówienia mogą pochodzić tylko od podmiotu publicznego.

Nie prawda.

Przepisy prawa nie wymagają, żeby referencje pochodziły od podmiotu publicznego. Mogą pochodzić zarówno od pomiotu publicznego, jak i prywatnego.

Jeżeli więc jesteś producentem/dystrybutorem jakiegoś wyrobu i do tej pory sprzedawałeś swój produkt wyłącznie do klientów prywatnych (na przykład hurtowni sprzętu medycznego), to poproś ich o wystawienie referencji. By może na ich podstawie będziesz mógł wziąć udział w publicznym przetargu i udowodnić wymagane przez zamawiającego doświadczenie.

Chciałbym jednak w tym miejscu zwrócić uwagę na jedną ważną rzecz. Zdarza się, że wykonawcy przedstawiają referencje, z których na pierwszy rzut oka widać, że poświadczają nieprawdę (na przykład referencje wystawione tuż przed terminem składania ofert przez członka rodziny wykonawcy poświadczające realizację bardzo dużej umowy, podczas gdy ten wykonawca do tej pory realizował wyłącznie mniejsze zamówienia). Trzeba pamiętać, że zarówno wystawienie referencji poświadczających nieprawdę, jak i posłużenie się nimi w przetargu jest przestępstwem. Takie rzeczy prędzej czy później zostaną zweryfikowane.

Pozostaje mi wyjaśnić jak powinny wyglądać referencje, żeby spełniały wymagania przepisów i zamawiający mógł je zaakceptować w postępowaniu. Ale to temat na inną historię.

A czy Wy znacie jakieś inne mity na temat zamówień publicznych? Dajcie znać w komentarzach.

Elektronizacja poniżej progów odłożona

Jak zapewne wiecie data, od której zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci zbliża się wielkimi krokami.

Gwoli przypomnienia: już od 18 kwietnia JEDZe składane są tylko w wersji elektronicznej. To jednak dopiero początek. Od 18 października tego roku całe zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci. UZP i Ministerstwo Cyfryzacji obiecywały udostępnienie zamawiającym centralnej platformy, umożliwiającej przeprowadzenie elektronicznych przetargów.

Jak to jednak zwykle bywa, najpierw zwlekano z rozpisaniem przetargu na wykonanie platformy. Potem, jak już przetarg został ogłoszony i wpłynęły oferty, to okazało się, że rozstrzygnięcie takiego przetargu to nie jest bułka z masłem i potrwa to dłużej niż planowano. W końcu, wykonawca został wybrany, ale co oczywiste potrzebuje czasu, żeby platformę wykonać.

W efekcie, mamy sierpień, dwa i pół miesiąca do elektronizacji, a my zamiast testować platformę i spokojnie przygotowywać się do przestawienia z kartki na ekran, nerwowo czekamy na zakończenie prac.

Coś trzeba było na szybko wymyślić, żeby ratować sytuację.

Obowiązek elektronizacji wynika z przepisów dyrektywy Unii Europejskiej. Jednocześnie dyrektywa zajmuje się tylko przetargami powyżej progów unijnych. Poniżej progów zostawia poszczególnym państwom członkowskim swobodę.

Dlatego Polska wprowadziła rozwiązanie zgodnie z którym przetargi poniżej progów pozostaną w tradycyjnej papierowej formie. W stosunku natomiast do zamówień powyżej progów – nie mamy wyboru, te zamówienia muszą przenieść się do Internetu.

Moim zdaniem w obecnej sytuacji to dobre rozwiązanie. Pomaga nam uratować sporą część zamówień. Tytułem przykładu w zeszłym roku udzielono około 22 tysięcy zamówień powyżej progów i aż 113 tysięcy zamówień poniżej progów. To oznacza, że dużo większa część zamówień toczyła się poniżej progów i jako taka pozostanie w formie papierowej.

Należy jednak zwrócić uwagę, że rozróżnienie będzie miało dużo większe znaczenie dla branży budowlanej. Dla robót budowlanych próg unijny wynosi bowiem aż 5.548.000 euro. To bardzo duża kwota. Tylko największe inwestycje toczą się powyżej progów unijnych.

Z kolei w branży medycznej, która bazuje głównie na dostawach progi wynoszą 144.000 euro lub 221.000 euro. Są to kwoty zdecydowanie niższe, co powoduje, że w szpitalach nie ma dużej dysproporcji pomiędzy ilością ogłaszanych zamówień unijnych i krajowych.

Negatywnym zjawiskiem może okazać się celowe zaniżanie wartości zamówienia, żeby móc przeprowadzić przetarg krajowy, a tym samym uniknąć nieszczęsnej elektronizacji.

Pełnomocnictwo do elektronicznego JEDZa

Jeżeli startujesz w postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych powyżej progów, to na pewno wiesz, że od 18 kwietnia tego roku Jednolity Europejski Dokument Zamówienia (czyli (nie)popularny JEDZ) składa się w formie elektronicznej.

Ale czy zastanawiałeś się, jaką formę powinno mieć pełnomocnictwo upoważniające do złożenia elektronicznego JEDZa?

Działanie przez pełnomocnika

W praktyce bardzo często zdarza się, że wykonawcy działają przez pełnomocników. Ciężko się temu dziwić.

Jeżeli wykonawca to duża firma i składa na przykład 50 ofert miesięcznie, to ciężko oczekiwać, że Prezes Zarządu (który zazwyczaj jest osobą bardzo zajętą) osobiście będzie przygotowywał każdą ofertę i do każdego zamawiającego wysyłał oświadczenie o braku przynależności do tej samej grupy kapitałowej.

Ponadto postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego jest naprawdę bardzo trudne i pełne formalnych zasadzek. Lepiej więc scedować obowiązek złożenia oferty na osoby, które zajmują się tym na co dzień.

Z pomocą przychodzi udzielenie pełnomocnictwa. Można je udzielić również kilku osobom (zazwyczaj pracownikom).

Brak regulacji w pzp

Prawo zamówień publicznych w ogóle nie reguluje kwestii pełnomocnictwa. Sięgnąć należy więc do regulacji Kodeksu cywilnego, a te jako zasadę wprowadzają możliwość działania przez pełnomocnika.

Ale uwaga! Przepisy Kodeksu cywilnego regulują również formę, w jakiej pełnomocnictwo powinno zostać udzielone. Jeżeli do ważności czynności prawnej potrzebna jest szczególna forma, pełnomocnictwo do dokonania tej czynności powinno być udzielone w tej samej formie.

Żeby oferta była ważna, musi być złożona w formie pisemnej. Konsekwentnie, pełnomocnictwo do złożenia oferty również musi zostać udzielone w formie pisemnej.

Pełnomocnictwo do e-JEDZa

Z kolei jeżeli JEDZ musi być podpisany kwalifikowanym podpisem elektronicznym, to wydaje się, że pełnomocnictwo upoważniające do złożenia JEDZa również powinno mieć taką formę. Oznaczałoby to, że również osoby udzielające pełnomocnictwa powinny zaopatrzyć się w kwalifikowane podpisy elektroniczne i wystawić pełnomocnikom dokumenty w formie elektronicznej.

Oczywiście, jak to zwykle bywa, są też poglądy odmienne. Część osób uważa, że wystarczające będzie, tak jak dotychczas, zwykłe pisemne pełnomocnictwo.

Kto ma rację?

Wcześniej czy później spór o to jaką formę powinno mieć pełnomocnictwo zostanie rozwiązany. Krajowa Izba Odwoławcza wyda precedensowy wyrok lub Urząd Zamówień Publicznych przygotuje odpowiednią opinię.

Zresztą Polskie Stowarzyszenie Zamówień Publicznych jakiś czas temu wystąpiło właśnie do Prezesa UZP w wnioskiem o wydanie stanowiska w tej sprawie.

Czekamy na odpowiedź. Nie można jednak przewidzieć jakie ostatecznie stanowisko zajmą te organy.

Co w takim razie robić?

Moim zdaniem, z ostrożności, trzeba jednak przygotować się na to, że KIO i UZP uznają, że konieczne jest pełnomocnictwo podpisane kwalifikowanym podpisem elektronicznym.

W takim przypadku szefostwo firmy musi wyposażyć się w kwalifikowany podpis elektroniczny. W przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych musi to zrobić właściciel. W przypadku spółek osobowych – wspólnicy zgodnie z zasadą reprezentacji. A w przypadku spółek kapitałowych – członkowie zarządu (również zgodnie z zasadą reprezentacji).

Następnie osoby uprawnione do reprezentowania firmy powinny udzielić w formie elektronicznej pełnomocnictwa osobom, które składają oferty oraz wypełniają JEDZe w formie elektronicznej. Te pełnomocnictwa należy dołączyć do wysyłanego JEDZa.

Zdaję sobie sprawę, że obecnie mało kto posiada kwalifikowany podpis elektroniczny. Już trochę bardziej popularny jest ePUAP (dużo osób go posiada, ponieważ za jego pomocą można złożyć wniosek o rejestrację niektórych spółek, a poza tym jego wyrobienie jest stosunkowo proste). ePUAP jest jednak w tym przypadku niewystarczający.

Należy też pamiętać, że bezpieczny kwalifikowany podpis kosztuje. Ponadto trzeba poświęcić czas, żeby go wyrobić, a następnie żeby nauczyć się jego obsługi.

Jakie mogą być konsekwencje?

Jeżeli wyrobienia kwalifikowanego elektronicznego podpisu, a KIO uzna jednak, że pełnomocnictwo do elektronicznego JEDZ – a musi być w formie elektronicznej, to ryzykujemy odrzucenie oferty.

Oczywiście, jeżeli nie dołączymy pełnomocnictwa w odpowiedniej formie, to zamawiający przed odrzuceniem oferty jest zobowiązany wezwać nas do uzupełnienia. Ale, co bardzo ważne, uzupełnić można jedynie dokument pełnomocnictwa, który został przygotowany przed złożeniem e – JEDZa.

Nie można najpierw złożyć e – JEDZa (nie mając do tego pełnomocnictwa w odpowiedniej formie), a dopiero później otrzymać stosowne umocowanie.

W przypadku dokumentów papierowych teoretycznie istniała możliwość antydatowania pełnomocnictwa (czego nie polecam, ponieważ może to stanowić przestępstwo). W przypadku jednak dokumentów elektronicznych nawet takiej czysto hipotetycznej możliwości nie ma, ponieważ system automatycznie przypisuje datę, w której podpis został złożony.

Przez niedopatrzenie formalne można więc stracić szanse na uzyskanie zamówienia. Dlatego uważam, że lepiej przygotować się na najgorszą ewentualność i zadbać o kwalifikowany elektroniczny podpis. Jeżeli okaże się, że było to jednak tylko dmuchanie na zimne, to nic nie szkodzi. Kwalifikowany podpis na pewno przyda się przy innej okazji. Wszak powoli zmierzamy do pełnej elektronizacji w wielu dziedzinach życia. Ale to temat na osobną historię.

Page 2 of 4

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

Scroll Up