Zamówienia medyczne

Blog na temat zamówień publicznych w branży medycznej

Category: Elektronizacja zamówień publicznych (Page 1 of 2)

Co dalej z elektronizacją przetargów?

W zeszły wtorek Urząd Zamówień Publicznych poinformował, że odstąpił od umowy z wykonawcą Platformy e-Zamówienia (to znaczy z firmą DXC TECHNOLOGY Polska Sp. z o.o. [dawniej: ENTERPRISE SERVICES Polska Sp. z o.o.]).

Powodem odstąpienia była zwłoka wykonawcy w realizacji umowy.

To oznacza, że centralnej platformy do obsługi zamówień publicznych nie będzie (przynajmniej na razie).

Powstaje więc ważne pytanie – co dalej z elektronizacją przetargów?

Zacznijmy jednak od przypomnienia najważniejszych informacji na temat elektronizacji w Polsce.

Krótka historia przetargu na wykonanie systemu

O tym, że zamówienia publiczne od października 2018 r. będą musiały przenieść się wyłącznie do Internetu było wiadome już od lutego 2014 r. (czyli z ponad czteroletnim wyprzedzeniem). Wtedy uchwalone zostały dwie dyrektywy europejskie, które przewidywały, że od 18 października 2018 r. zamówienia publiczne w całej Unii Europejskiej mają być udzielane wyłącznie w formie elektronicznej.

Czasu na przygotowanie było więc bardzo dużo.

Należało wykorzystać ten czas na przygotowanie systemu informatycznego zdolnego obsłużyć elektroniczne postępowania.

Urząd Zamówień Publicznych i Ministerstwo Cyfryzacji obiecywały, że tak będzie. Zapewnili, że biorą na siebie przygotowanie systemu informatycznego, który następnie udostępnią bezpłatnie wszystkim zamawiającym.

Niestety, większość czasu została po prostu zmarnowana. Przetarg na wykonanie systemu został ogłoszony dopiero w październiku 2017 r. Postępowanie przetargowe przedłużyło się, podpisanie umowy nastąpiło w kwietniu 2018 r. Już wtedy było wiadome, że zwycięska firma informatyczna nie zdoła wdrożyć w tak krótkim czasie skomplikowanego systemu.

Łatanie dziur

UZP zdecydował, że „jakoś” załata te dziury.

Elektronizację poniżej progów odłożono w czasie. W przypadku przetargów powyżej progów udostępniono rozwiązanie zastępcze – miniPortal. Jest to przygotowane na szybko rozwiązanie zastępcze bazujące na Biuletynie Zamówień Publicznych i platformie ePUAP. W teorii miniPortal spełnia wszystkie prawne wymagania. W praktyce jest to narzędzie bardzo niefunkcjonalne.

Mieliśmy jednak czekać aż firma informatyczna na spokojnie dokończy docelowy system, a w między czasie rynek miał się z konieczności „pomęczyć” z rozwiązaniem zastępczym.

Wszyscy mieli jednak nadzieję, że gdy docelowy system będzie gotowy to sytuacja wróci do normy.

Do czasu gdy UZP poinformował, że odstąpił od umowy…

Co dalej z elektronizacją?

Na pewno docelowy system nie zostanie udostępniony szybko.

Żeby zlecić jego przygotowanie innej firmie, UZP musi przygotować kolejny przetarg. To wszystko zajmuje dużo czasu – sama procedura zapewne znowu się przedłuży, niewykluczone, że będą składane odwołania do KIO. Wreszcie, po podpisaniu umowy wykonawca musi mieć czas, żeby ją wykonać.

Co jednak ciekawe UZP nie zapowiedział żadnych konkretnych działań. Przypomniał jedynie, że udostępnił zamawiającym miniPortal i zadeklarował, że będzie kontynuował pracę związane z elektronizacją… Żadnych konkretnych informacji.

Skorzystają dostawcy komercyjnych systemów

Z braku centralnego systemu na pewno skorzystają dostawcy komercyjnych systemów.

Zamawiający nie muszą bowiem obowiązkowo korzystać z miniPortalu. Jeżeli chcą, mogą skorzystać z dostępnych na rynku komercyjnych rozwiązań. Muszą jednak za nie zapłacić we własnym zakresie.

Część zamawiających już wcześniej zdecydowała się nie czekać na centralny system, lecz poszukać komercyjnego rozwiązania na własną rękę.

Większość jednak „męczyła” się z miniPortalem spodziewając się rychłego udostępnienia centralnego systemu. Teraz jednak, gdy wiadomo, że system nie zostanie szybko udostępniony (o ile w ogóle zostanie) mogą chętniej zdecydować się na płatne usługi.

Bałagan

Jakby tego było mało, to muszę jeszcze przypomnieć, że obecnie obowiązujące przepisy przewidują, że już od 1 stycznia przyszłego roku elektronizacja ma objąć również przetargi poniżej progów. 

Do tego wszystkiego dochodzi projekt zupełnie nowej ustawy prawa zamówień publicznych. Rząd jest zdeterminowany, żeby uchwalić ją jeszcze w tej kadencji.

To wszystko powoduje, że w zamówieniach publicznych zrobił nam się duży bałagan. A bałagan nie służy efektywnemu wydatkowaniu środków publicznych.

Podsumowanie

Elektronizacja zamówień publicznych jest już faktem. Nie da się jej zatrzymać ani cofnąć. Nie zmieni tego również odstąpienie od umowy z wykonawcą systemu.

Spowoduje to natomiast, że elektronizacja przetargów w Polsce będzie wyglądała byle jak.

Centralny system miał ułatwić życie zarówno zamawiającym, jak i wykonawcom. Miał usprawnić i zautomatyzować wiele procesów, które obecnie muszą być wykonywane ręcznie.

Zamiast tego mamy miniPortal, który być może spełnia wymagania prawne, ale jest niefunkcjonalny.

I duży bałagan.

Skan oferty – ciąg dalszy zamieszania

Całkiem niedawno opisywałem bardzo kontrowersyjny wyrok Krajowej Izby Odwoławczej dotyczący podpisanego elektronicznie skanu oferty.

Przypomnę w telegraficznym skrócie o co chodzi. Wykonawca w przetargu objętym pełną elektronizacją przygotował ofertę w tradycyjny, papierowy sposób. Taką papierową ofertę podpisał własnoręcznie. Następnie zrobił jej skan, który podpisał po raz drugi – tym razem podpisem elektronicznym. KIO stwierdziła, że tak przygotowana oferta jest nieprawidłowa i podlega odrzuceniu.

W środowisku zawrzało.

Szczegółowy opis całej sprawy możecie przeczytać w tym artykule.

Dziś pora wrócić do tematu i wyjaśnić Wam, jak aktualnie wygląda cała sprawa. 

Kolejne wyroki KIO

W międzyczasie Krajowa Izba Odwoławcza miała kilka okazji żeby ponownie rozstrzygnąć spór powstały w związku ze skanem oferty. Niestety wyroki Izby są diametralnie od siebie różne.

W wyroku z dnia 8 lutego 2019 r. (sygn. akt KIO 119/19) Izba wypowiedziała się, że oferta, która została przygotowana w tradycyjny papierowy sposób, a następnie zeskanowana i podpisana elektronicznie jest ważna. KIO podkreśliła w tym wyroku, że ważne jest, iż oferta została podpisana elektronicznie, a fakt, że wcześniej została przygotowana na papierze nie przesądza o jej nieprawidłowości. Zdaniem Izby pojęcie „sporządzenia” należy interpretować szeroko. „Sporządzeniem” jest również zeskanowanie papierowej oferty do pliku pdf.

Podkreślić jednak trzeba, że ten wyrok dotyczył przetargu ogłoszonego jeszcze przed wejściem w życie pełnej elektronizacji (zamawiający już wtedy zdecydował się prowadzić postępowanie elektronicznie). Niemniej wszystkie argumenty przytaczane przez Izbę odnoszą się do obecnego stanu prawnego, więc wyrok ten musi być brany pod uwagę.

Zupełnie odmienne stanowisko Izba przedstawiła w wyroku z dnia 13 lutego 2019 r. (sygn. akt KIO 169/19). Zdaniem tego składu ofertę należy sporządzić elektronicznie, a „sporządzeniem” jest przygotowanie jej od początku do końca bez użycia papieru. Natomiast podpisanie elektronicznie skanu oferty przygotowanej wcześniej na papierze jest co najwyżej poświadczeniem za zgodność z oryginałem. Oferta zaś musi być koniecznie przedstawiona w formie oryginału, nie wystarczająca jest kopia. W związku z tym podlega odrzuceniu.

KIO nie wypracowała więc jednolitego stanowiska – w jednym wyroku dopuszcza złożenie oferty w formie skanu, a w innym stwierdza, że taką ofertę należy odrzucić… Co ciekawe oba wyroki zapadły w poszerzonym, trzyosobowym składzie.

Stanowisko Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji

Głos w sprawie zabrała Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT). Jej zdaniem przygotowanie oferty w formie tradycyjnej, a następnie podpisanie elektronicznie jej skanu nie może stanowić o dyskwalifikacji oferty. 

Trzeba przyznać, że stanowisko jest naprawdę solidnie opracowane. PIIT przytacza bardzo dużo argumentów na poparcie swoich poglądów. Stanowisko PIIT jest dostępne pod tym linkiem.

Swoją drogą PIIT ma ostatnio dużo okazji do glosowania wyroków Krajowej Izby Odwoławczej. Teraz zaprezentowała swoje spostrzeżenia na temat skanu oferty. Niedawno natomiast przygotowała opinię na temat ważności podpisu elektronicznego złożonego z wykorzystaniem funkcji skrótu SHA-1 (o całej sprawie możecie poczytać w tym artykule).

Co na to Urząd Zamówień Publicznych?

Urząd Zamówień Publicznych na razie milczy. Przyznaje jednak, że ma już w zasadzie gotowe stanowisko, czeka jednak aż najpierw w sprawie wypowie się Ministerstwo Cyfryzacji. Dokładnie tak samo było przy sprawie funkcji skrótu SHA-1. UZP najpierw poprosił o zdanie Ministerstwo.

Nie wiemy jednak w jakim kierunku będzie zmierzać stanowisko UZP, kiedy się w końcu pojawi.

Ciąg dalszy nastąpi…

Nie mam wątpliwości, że sprawa nie jest jeszcze zakończona i że jeszcze na pewno będę miał okazję coś napisać na temat tego problemu.

Mam nadzieję, że członkowie KIO odbędą naradę orzeczniczą podczas której ustalą w końcu wspólne stanowisko. Być może pomocna okaże się opinia UZP, kiedy już zostanie zaprezentowana.

Moim zdaniem lepiej gdybyśmy mieli jednolite stanowisko (obojętnie w którą stronę) niż chaos, który mamy obecnie.

Wskazówki dla wykonawców

Wykonawcom pozostaje doradzić po prostu przygotowywać oferty wyłącznie w formie elektronicznej (bez udziału papieru). Wtedy nie ma ryzyka odrzucenia.

Jeżeli jednak już złożyłeś ofertę w formie podpisanego elektronicznie skanu i zamawiający odrzucił Twoją ofertę, to powinieneś rozważyć złożenie odwołania do KIO. Musisz jednak pamiętać, że wiąże się to z dużym ryzykiem, ponieważ orzecznictwo KIO jest bardzo rozbieżne i nikt nie może zagwarantować Ci jak sprawa się zakończy.

Podobnie, jeżeli po otwarciu ofert okazało się, że Twoja oferta jest na drugim miejscu w rankingu i szukasz „haka” na korzystniejszego konkurenta. Jeżeli jego oferta to podpisany elektronicznie skan, na pewno warto rozważyć wniesienie odwołania. Z tym, że znowu – duże ryzyko i niepewny wynik sprawy.

Algorytm SHA-1

Algorytm SHA-1 narobił ostatnio dużo zamieszania w świecie zamówień publicznych. Wszystko za sprawą jednego z wyroków Krajowej Izby Odwoławczej, a konkretnie wyroku z dnia 10 grudnia 2018 r. wydanego w sprawie o sygnaturze akt KIO 2428/18. W tym wyroku Izba stwierdziła, że podpisanie dokumentu przy pomocy funkcji skrótu SHA-1 jest wadliwe i taki dokument nie może zostać uznany za prawidłowy.

Zacznijmy jednak omawiać ten problem po kolei.

Co to jest SHA-1?

SHA-1 (z ang. Secure Hash Algorithm) jest to funkcja skrótu używana przy składaniu kwalifikowanego podpisu elektronicznego. SHA-1 jest używane już od 1995 r. Obecnie wielu informatyków uważa, że funkcja skrótu SHA-1 nie jest już tak bezpieczna, jak była kiedyś. Ich zdaniem istnieje (niewielkie, ale jednak) ryzyko, że dokument podpisany funkcją skrótu SHA-1 może spowodować naruszenie bezpieczeństwa. Dlatego powstała kolejna, bezpieczniejsza funkcja skrótu, która została nazwana SHA-2 (na którą składają się SHA-224, SHA-256, SHA-384, SHA-512). 

Rekomendacja do stosowania SHA-2

Ustawodawca zaleca obecnie stosowanie funkcji skrótu SHA-2. Taka rekomendacja została zawarta między innymi w ustawie o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej. Możemy przeczytać tam, że do dnia 1 lipca 2018 r. można jeszcze spokojnie używać SHA-1. Nie jest natomiast napisane, co należy stosować po tej dacie. W szczególności w ustawie nie ma (przynajmniej póki co) zakazu do stosowania SHA-1. Ponadto ustawa wskazuje, że dostawcy usług zaufania, producenci sprzętu oraz podmioty publiczne są zobowiązani do odpowiedniego dostosowania swojego oprogramowania oraz systemów. Zdecydowana większość osób rozumiała ten przepis w ten sposób, że po pierwsze stanowi on jedynie rekomendacje do „przerzucenia” się z SHA-1 na SHA-2, a nie bezwzględny zakaz stosowania SHA-1. A po drugie, że ta rekomendacja jest skierowany tylko do określonej grupy podmiotów (dostawcy usług zaufania, producenci sprzętu, podmioty publiczne), a nie do wszystkich firm w Polsce.

Wyrok KIO 2428/18

Krajowa Izba Odwoławcza orzekła jednak zupełnie inaczej.

Jej zdaniem złożenie elektronicznego podpisu z wykorzystaniem funkcji skrótu SHA-1 jest nieważne. Izba stanęła na stanowisku, że przepis ustawy o usługach zaufania nie dość, że bezwzględnie zakazał stosowania SHA-1, to jeszcze jest skierowany zarówno do podmiotów publicznych, jak i komercyjnych (czyli wykonawców).

Krytyka wyroku

Wyrok spotkał się z niemal powszechną krytyką. Prawnicy zarzucali Izbie, że nieprawidłowo zinterpretowała przepis z ustawy o usługach zaufania. Informatycy podkreślali, że funkcja skrótu SHA-1 może być nadal bezpiecznie stosowana. Bardzo ciekawe stanowisko (również krytyczne wobec wyroku) przedstawiła Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji. Z opinią PIIT można się zapoznać pod tym linkiem.

Wreszcie głos zabrało również Ministerstwo Cyfryzacji, do którego z prośbą o opinie zwrócił się Urząd Zamówień Publicznych. MC wyraźnie wskazało, że algorytm SHA-1 nie jest wprawdzie już rekomendowany, ale równocześnie nie został wycofany i podpisy elektroniczne złożone przy jego użyciu pozostają ważne. Stanowisko MC dostępne jest pod tym linkiem.

Zmiana frontu przez KIO (?)

Wydaje się, że pod naporem krytyki KIO zmieniła swoje stanowisko. W ostatnich dniach zostały wydane wyroki, w których podpis z wykorzystaniem SHA-1 uznano za prawidłowy (przykładowo wyrok KIO 137/19). Na razie nie mogę jednak nic więcej napisać o tych wyrokach, ponieważ nie zostały jeszcze sporządzone ich pisemne uzasadnienia.

Co powinien zrobić wykonawca?

Sprawa jest o tyle problematyczna, że może dotyczyć naprawdę wielu ofert. Jeszcze niedawno nikt (no może poza specjalistami z zakresu informatyki) nie zwracał uwagi na funkcję skrótu z jaką składał podpis. Co więcej, jeżeli wykonawca zaopatrzył się w podpis elektroniczny już jakiś czas temu, to jako domyślny miał ustawiony skrót SHA-1. A to oznacza, że wiele ofert i innych dokumentów do tej pory mogło zostać podpisanych z wykorzystaniem SHA-1.

Ja liczę jednak, że KIO ostatecznie zmieniła swoje stanowisko i uznała za prawidłowy podpis z wykorzystaniem SHA-1. Wykonawcom rekomenduję jednak nie ryzykować i po prostu składać podpis z SHA-2. Jedyna różnica to wybór odpowiedniej opcji przy składaniu podpisu. Ponadto, nowe wydawane podpisy mają już ustawioną jako domyślną funkcję skrótu SHA-2.

Oferta podpisana odręcznie i podpisem elektronicznym podlega odrzuceniu

Jeżeli wykonawca podpisał ofertę ręcznie „tradycyjnym” podpisem, a następnie taką ofertę zeskanował i skan opatrzył kwalifikowanym podpisem elektronicznym, to oferta podlega odrzuceniu. Tak orzekła Krajowa Izba Odwoławcza w wyroku z dnia 4 stycznia 2019 r. wydanym w sprawie o sygnaturze akt KIO 2611/18.

Wyrok wzbudził bardzo dużo kontrowersji. W tym artykule postaram się omówić o co w nim chodzi i jakie konsekwencje niesie dla wykonawców.

Stan faktyczny sprawy

Sprawa dotyczyła postępowania prowadzonego powyżej progów unijnych objętego pełną elektronizacją.

W postępowaniu o udzielenie zamówienia ofertę złożył wykonawca, który za pośrednictwem platformy wysłał zamawiającemu plik w formacie .pdf zatytułowany „oferta”. Plik ten stanowił skan podpisanych ręcznie przez wykonawcę dokumentów, między innymi formularza ofertowego i formularza cenowego. Plik został ponadto podpisany przez tę sama osobę kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Mieliśmy więc dwa podpisy – jeden odręczny oraz drugi elektroniczny.

Zamawiający uznał, że taka oferta podlega odrzuceniu jako niezgodna z ustawą. Wykonawca nie zgodził się z taką decyzją zamawiającego i złożył odwołanie do Krajowego Izby Odwoławczej.

Stanowisko KIO

KIO uznała, że zamawiający postąpił prawidłowo odrzucają ofertę wykonawcy.

Jak uzasadniono takie stanowisko?

KIO uznała, że zgodnie z przepisami oferta musi zostać sporządzona w postaci elektronicznej oraz podpisana kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Są to więc tak naprawdę dwa warunki: (1) sporządzenie w postaci elektronicznej oraz (2) podpisanie podpisem elektronicznym. W tym przypadku został spełniony wyłącznie warunek numer (2) – oferta została podpisana elektronicznym podpisem.

Nie został natomiast spełniony warunek numer (1), ponieważ oferta została sporządzona w tradycyjnej (to znaczy papierowej) formie, a dopiero później zeskanowana. Tymczasem zgodnie z ustawą powinna od początku do końca zostać sporządzona w formie elektronicznej.

Ponadto KIO wskazało na jeszcze jeden argument. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego, jeżeli dokument nie został sporządzony w formie dokumentu elektronicznego, to wykonawca może go zeskanować. Taki zeskanowany dokument nazywa się „elektroniczną kopią dokumentu”. Jeżeli wykonawca przedstawia taką elektroniczną kopię dokumentu i podpiszę ją elektronicznym podpisem, to traktowane jest to jako poświadczenie za zgodność z oryginałem.

Ta regulacja ma sens. Załóżmy, że wykonawca musi przedstawić w przetargu deklarację zgodności, którą otrzymał od producenta wyłącznie w formie papierowej. W takiej sytuacji skanuje ją (czyli tworzy „elektroniczną kopię dokumentu”), a następnie podpisuje elektronicznie, co jest równoznaczne z poświadczeniem za zgodność z oryginałem (który to oryginał istnieje wyłącznie w tradycyjnej formie pisemnej).

Co zdaje egzamin w przypadku deklaracji zgodności, czy innych dokumentów przedmiotowych, nie sprawdzi się w przypadku samej oferty. Oferta (czyli zazwyczaj formularz ofertowy i cenowy) musi być bowiem przedstawiona w oryginale. Nie można przedstawić jej kopii poświadczonej za zgodność. W naszym przypadku wykonawca sporządził oryginalną ofertę w formie pisemnej. Do zamawiającego wysłał natomiast wyłącznie elektroniczną kopię oferty poświadczoną za zgodność z oryginałem.

Ja to sobie tłumaczę, że to tak, jakby przed nowelizacją wykonawca przygotował i podpisał ofertę, a następnie zrobił jej ksero. Ksero z kolei poświadczył za zgodność z oryginałem i wysłał zamawiającemu. Oferta podlegałaby odrzuceniu, ponieważ została złożona tylko jej kopia, podczas gdy wymagany jest oryginał. Dokładnie z taką samą sytuacją mieliśmy do czynienia w tym przypadku, z tym że poświadczanie za zgodność odbyło się w formie elektronicznej.

Jak oceniam ten wyrok?

Szczerze mówiąc mam wobec tego wyroku mieszane odczucia.

Z jednej strony uważam, że Krajowa Izba Odwoławcza orzekła słusznie – zgodnie z obowiązującym prawem. Pamiętam, jak jeszcze na początku grudnia zeszłego roku na jednym z serwisów rozgorzała zaciekła dyskusja. Jeden z zamawiających stanął przed decyzją co powinien zrobić z ofertą, którą otrzymał. Została ona właśnie podpisana tradycyjnym podpisem, a następnie zeskanowana, a skan ponownie podpisany – tym razem podpisem elektronicznym. Zamawiający prosił o poradę co powinien zrobić w takiej sytuacji.  Zdania były bardzo podzielone. Ja sam stałem na stanowisku, że taka oferta podlega niestety odrzuceniu. Przedstawiałem argumenty  zbieżne z tymi, które zaprezentowała KIO w omawianym wyroku. Uważam więc, że wyrok jest zgodny z prawem.

Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, jak duże konsekwencje on niesie ze sobą. Tak naprawdę wszyscy dopiero powoli uczymy się elektronizacji. Wszyscy, zarówno UZP, KIO, zamawiający, jak i wykonawcy. Przed nami jeszcze wiele problemów z nią związanych. Wiele kwestii jest po prostu nieintuicyjnych. Wykonawcy może wydawać się to oczywistym, że najpierw podpisuje ofertę tradycyjnie, a później elektronicznie. Może sobie też pomyśleć, że lepiej „na zapas z ostrożności” podpisać ofertę dwa razy niż popełnić jakiś błąd. A tymczasem takie podejście powoduje odrzucenie jego oferty…

Wykonawcy zwracają uwagę na jeszcze jedną niedogodność. Często wzory formularzy ofertowych przygotowane przez zamawiających mają bardzo „skopane” formatowanie. Wynika to z tego, że zamawiający przygotowali formularze tak, żeby można je było łatwo uzupełnić po wydrukowaniu ręcznie. Natomiast przy uzupełnieniu danych elektronicznie cały tekst rozsypuje się stając się zupełnie nieczytelny. Ja wiem, że przy odpowiednim wysiłku formatowanie da się poprawić, ale czy to jest zadanie dla wykonawcy? Wykonawcy czasem łatwiej wzór formularza wydrukować, wypełnić ręcznie, a potem zeskanować. Z tym, że zgodnie z omawianym wyrokiem to powoduje odrzucenie oferty… Nie została bowiem sporządzana w formie elektroniczne, a papierowej, dopiero następnie zeskanowana.

Pojawia się też problem, co w sytuacji gdy zamawiający udostępnił formularz ofertowy jedynie w wersji nieedytowanej? Ok, niby można użyć OCR. Z tym, że po pierwsze nie każdy go posiada, a po drugie nie można mu w 100% zaufać, ponieważ zawsze jest ryzyko, że pominie jakiś element, co znowu może spowodować odrzucenie oferty.

Co powinien zrobić wykonawca?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że to jest na razie pierwszy wyrok w tej sprawie. Nikt nie może zagwarantować, że w kolejnych wyrokach Krajowa Izba Odwoławcza nie zmieni swojego stanowiska. Nie wiadomo również czy od wyroku zostanie wniesiona skarga do sądu, a jeżeli tak, to jak sąd ustosunkuje się do sprawy. Wyrok wzbudził bardzo duże kontrowersje, wiele osób uważa, że tak złożona oferta nie powinna mimo wszystko podlegać odrzuceniu.

Ja jednak uważam, że wykonawcy składający oferty w postępowaniach objętych elektronizacją powinni pamiętać, że oferta musi zostać sporządzona od początku do końca wyłącznie elektronicznie. Nie jest możliwe przygotowanie jej w tradycyjnej formie, a następnie zeskanowanie i podpisanie skanu elektronicznie.

EDYCJA:

Sprawa ma dalszy ciąg, który opisuję w tym artykule: „Skan oferty – ciąg dalszy zamieszania

Elektronizacja poniżej progów odłożona

Jak zapewne wiecie data, od której zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci zbliża się wielkimi krokami.

Gwoli przypomnienia: już od 18 kwietnia JEDZe składane są tylko w wersji elektronicznej. To jednak dopiero początek. Od 18 października tego roku całe zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci. UZP i Ministerstwo Cyfryzacji obiecywały udostępnienie zamawiającym centralnej platformy, umożliwiającej przeprowadzenie elektronicznych przetargów.

Jak to jednak zwykle bywa, najpierw zwlekano z rozpisaniem przetargu na wykonanie platformy. Potem, jak już przetarg został ogłoszony i wpłynęły oferty, to okazało się, że rozstrzygnięcie takiego przetargu to nie jest bułka z masłem i potrwa to dłużej niż planowano. W końcu, wykonawca został wybrany, ale co oczywiste potrzebuje czasu, żeby platformę wykonać.

W efekcie, mamy sierpień, dwa i pół miesiąca do elektronizacji, a my zamiast testować platformę i spokojnie przygotowywać się do przestawienia z kartki na ekran, nerwowo czekamy na zakończenie prac.

Coś trzeba było na szybko wymyślić, żeby ratować sytuację.

Obowiązek elektronizacji wynika z przepisów dyrektywy Unii Europejskiej. Jednocześnie dyrektywa zajmuje się tylko przetargami powyżej progów unijnych. Poniżej progów zostawia poszczególnym państwom członkowskim swobodę.

Dlatego Polska wprowadziła rozwiązanie zgodnie z którym przetargi poniżej progów pozostaną w tradycyjnej papierowej formie. W stosunku natomiast do zamówień powyżej progów – nie mamy wyboru, te zamówienia muszą przenieść się do Internetu.

Moim zdaniem w obecnej sytuacji to dobre rozwiązanie. Pomaga nam uratować sporą część zamówień. Tytułem przykładu w zeszłym roku udzielono około 22 tysięcy zamówień powyżej progów i aż 113 tysięcy zamówień poniżej progów. To oznacza, że dużo większa część zamówień toczyła się poniżej progów i jako taka pozostanie w formie papierowej.

Należy jednak zwrócić uwagę, że rozróżnienie będzie miało dużo większe znaczenie dla branży budowlanej. Dla robót budowlanych próg unijny wynosi bowiem aż 5.548.000 euro. To bardzo duża kwota. Tylko największe inwestycje toczą się powyżej progów unijnych.

Z kolei w branży medycznej, która bazuje głównie na dostawach progi wynoszą 144.000 euro lub 221.000 euro. Są to kwoty zdecydowanie niższe, co powoduje, że w szpitalach nie ma dużej dysproporcji pomiędzy ilością ogłaszanych zamówień unijnych i krajowych.

Negatywnym zjawiskiem może okazać się celowe zaniżanie wartości zamówienia, żeby móc przeprowadzić przetarg krajowy, a tym samym uniknąć nieszczęsnej elektronizacji.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

Scroll Up