Zamówienia medyczne

Blog na temat zamówień publicznych w branży medycznej

Month: Marzec 2019

Co dalej z elektronizacją przetargów?

W zeszły wtorek Urząd Zamówień Publicznych poinformował, że odstąpił od umowy z wykonawcą Platformy e-Zamówienia (to znaczy z firmą DXC TECHNOLOGY Polska Sp. z o.o. [dawniej: ENTERPRISE SERVICES Polska Sp. z o.o.]).

Powodem odstąpienia była zwłoka wykonawcy w realizacji umowy.

To oznacza, że centralnej platformy do obsługi zamówień publicznych nie będzie (przynajmniej na razie).

Powstaje więc ważne pytanie – co dalej z elektronizacją przetargów?

Zacznijmy jednak od przypomnienia najważniejszych informacji na temat elektronizacji w Polsce.

Krótka historia przetargu na wykonanie systemu

O tym, że zamówienia publiczne od października 2018 r. będą musiały przenieść się wyłącznie do Internetu było wiadome już od lutego 2014 r. (czyli z ponad czteroletnim wyprzedzeniem). Wtedy uchwalone zostały dwie dyrektywy europejskie, które przewidywały, że od 18 października 2018 r. zamówienia publiczne w całej Unii Europejskiej mają być udzielane wyłącznie w formie elektronicznej.

Czasu na przygotowanie było więc bardzo dużo.

Należało wykorzystać ten czas na przygotowanie systemu informatycznego zdolnego obsłużyć elektroniczne postępowania.

Urząd Zamówień Publicznych i Ministerstwo Cyfryzacji obiecywały, że tak będzie. Zapewnili, że biorą na siebie przygotowanie systemu informatycznego, który następnie udostępnią bezpłatnie wszystkim zamawiającym.

Niestety, większość czasu została po prostu zmarnowana. Przetarg na wykonanie systemu został ogłoszony dopiero w październiku 2017 r. Postępowanie przetargowe przedłużyło się, podpisanie umowy nastąpiło w kwietniu 2018 r. Już wtedy było wiadome, że zwycięska firma informatyczna nie zdoła wdrożyć w tak krótkim czasie skomplikowanego systemu.

Łatanie dziur

UZP zdecydował, że „jakoś” załata te dziury.

Elektronizację poniżej progów odłożono w czasie. W przypadku przetargów powyżej progów udostępniono rozwiązanie zastępcze – miniPortal. Jest to przygotowane na szybko rozwiązanie zastępcze bazujące na Biuletynie Zamówień Publicznych i platformie ePUAP. W teorii miniPortal spełnia wszystkie prawne wymagania. W praktyce jest to narzędzie bardzo niefunkcjonalne.

Mieliśmy jednak czekać aż firma informatyczna na spokojnie dokończy docelowy system, a w między czasie rynek miał się z konieczności „pomęczyć” z rozwiązaniem zastępczym.

Wszyscy mieli jednak nadzieję, że gdy docelowy system będzie gotowy to sytuacja wróci do normy.

Do czasu gdy UZP poinformował, że odstąpił od umowy…

Co dalej z elektronizacją?

Na pewno docelowy system nie zostanie udostępniony szybko.

Żeby zlecić jego przygotowanie innej firmie, UZP musi przygotować kolejny przetarg. To wszystko zajmuje dużo czasu – sama procedura zapewne znowu się przedłuży, niewykluczone, że będą składane odwołania do KIO. Wreszcie, po podpisaniu umowy wykonawca musi mieć czas, żeby ją wykonać.

Co jednak ciekawe UZP nie zapowiedział żadnych konkretnych działań. Przypomniał jedynie, że udostępnił zamawiającym miniPortal i zadeklarował, że będzie kontynuował pracę związane z elektronizacją… Żadnych konkretnych informacji.

Skorzystają dostawcy komercyjnych systemów

Z braku centralnego systemu na pewno skorzystają dostawcy komercyjnych systemów.

Zamawiający nie muszą bowiem obowiązkowo korzystać z miniPortalu. Jeżeli chcą, mogą skorzystać z dostępnych na rynku komercyjnych rozwiązań. Muszą jednak za nie zapłacić we własnym zakresie.

Część zamawiających już wcześniej zdecydowała się nie czekać na centralny system, lecz poszukać komercyjnego rozwiązania na własną rękę.

Większość jednak „męczyła” się z miniPortalem spodziewając się rychłego udostępnienia centralnego systemu. Teraz jednak, gdy wiadomo, że system nie zostanie szybko udostępniony (o ile w ogóle zostanie) mogą chętniej zdecydować się na płatne usługi.

Bałagan

Jakby tego było mało, to muszę jeszcze przypomnieć, że obecnie obowiązujące przepisy przewidują, że już od 1 stycznia przyszłego roku elektronizacja ma objąć również przetargi poniżej progów. 

Do tego wszystkiego dochodzi projekt zupełnie nowej ustawy prawa zamówień publicznych. Rząd jest zdeterminowany, żeby uchwalić ją jeszcze w tej kadencji.

To wszystko powoduje, że w zamówieniach publicznych zrobił nam się duży bałagan. A bałagan nie służy efektywnemu wydatkowaniu środków publicznych.

Podsumowanie

Elektronizacja zamówień publicznych jest już faktem. Nie da się jej zatrzymać ani cofnąć. Nie zmieni tego również odstąpienie od umowy z wykonawcą systemu.

Spowoduje to natomiast, że elektronizacja przetargów w Polsce będzie wyglądała byle jak.

Centralny system miał ułatwić życie zarówno zamawiającym, jak i wykonawcom. Miał usprawnić i zautomatyzować wiele procesów, które obecnie muszą być wykonywane ręcznie.

Zamiast tego mamy miniPortal, który być może spełnia wymagania prawne, ale jest niefunkcjonalny.

I duży bałagan.

Alfabet zamówień publicznych (część 2)

Dzisiaj kontynuuję mój subiektywny przegląd najpopularniejszych pojęć związanych z prawem zamówień publicznych.

Interes – coś co wykonawca musi mieć, żeby móc skutecznie złożyć odwołanie do KIO. Jeżeli nie będzie mieć interesu, to KIO oddali odwołanie nie analizując nawet czy wykonawca miałby faktycznie rację. Co do zasady interes łatwo jest wykazać – wystarczy uzasadnić, że jeżeli wygra się przed KIO, to równocześnie wygra się przetarg (lub przynajmniej potencjalnie będzie się mieć taką możliwość). Problem zaczyna się przy bardziej skomplikowanych kwestiach (odwołania wygrywających, którzy z ostrożności chcą wygrać jeszcze bardziej, odwołania zmierzające do unieważnienia postępowania).

JEDZ (Jednolity Europejski Dokument Zamówienia) – wprowadzone w 2016 r. narzędzie tortur dla wykonawców. W założeniu miało być łatwiej (razem z ofertą składamy tylko JEDZ zamiast całej masy dokumentów, jednolity dokument w całej UE, itd.), jednak na początku wykonawcy mieli duże problemy z jego wypełnieniem. Problem z JEDZem jest przede wszystkim taki, że jest napisany „po brukselsku”, a w konsekwencji operuje pojęciami niespójnymi z tymi, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Na pocieszenie trzeba dodać, że po jakimś czasie wypełniania tego dokumentu dochodzi się do pewnej wprawy.

Krajowa Izba Odwoławcza – instytucja, której zadaniem jest rozstrzyganie sporów przetargowych. To do niej kierują swoje kroki wykonawcy niezadowoleni z decyzji zamawiających. Wyroki KIO pełnią ważną rolę, ponieważ wpływają na interpretację przepisów przez zamawiających. KIO jest chwalona za szybkość rozstrzygania spraw (zwykle poniżej 15 dni), a ganiona za częsty brak wypracowania jednolitej linii orzeczniczej. Swoją siedzibę ma w Warszawie, przy ulicy Postępu 17A.

Nieograniczony przetarg – najpopularniejszy z trybów udzielania zamówień publicznych (90,54% wszystkich postępowań wg danych UZP). Na tyle popularny, że często wielu zamawiających i wykonawców nie zdaje sobie sprawy, że istnieją jeszcze inne tryby. Powodzenie zawdzięcza przede wszystkim tym, że jest trybem podstawowym, to znaczy można go przeprowadzić zawsze, bez konieczności spełnienia dodatkowych przesłanek.

Oferta – oświadczenie woli, które wykonawcy składają licząc na ostateczne uzyskanie zamówienia publicznego. Z pojęciem „oferty” jest ten problem, że przez wiele lat ustawodawca nie pokusił się o wprowadzenie szczegółowej definicji w ustawie pzp. Powoduje to, że dalej nie zawsze jest jasne, co dokładnie stanowi „ofertę” a co „dokument potwierdzający”.

Postępowanie o udzielenie zamówienia – skomplikowany proces dokładnie opisany w ustawie. Rozpoczyna się zwykle od publikacji ogłoszenia i trwa aż do podpisania umowy (lub ewentualnie unieważnienia postępowania). A podczas jego trwania ma miejsce wiele czynności takich jak: wyjaśnienia treści SIWZ, składanie ofert, badanie i ocena ofert, wyjaśnienia, uzupełnienia, wybór najkorzystniejszej oferty, czy odwołania do KIO.

Referencje – poświadczenie, że wykonawca prawidłowo wykonał jakąś umowę. Po zakończeniu umowy warto wystąpić do kontrahenta o udzielenie referencji, ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą. Referencje są konieczne żeby udowodnić zamawiającemu, że spełnia się warunek udziału w postępowaniu w zakresie zdolności technicznej lub zawodowej.

SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia) – podstawowy i najważniejszy dokument w postępowaniu o udzielenie zamówienia. Zawiera – jak sama nazwa wskazuje – opis najważniejszych warunków zamówienia, w tym przede wszystkim opis przedmiotu zamówienia, warunki udziału w postępowaniu, czy kryteria oceny ofert. Na tym dokumencie pracuje się przez całe postępowanie.

Tajemnica przedsiębiorstwa – informacje, które są dla wykonawcy na tyle cenne, że chroni je przed innymi przedsiębiorcami, ponieważ ujawnienie spowodowałoby poniesienie szkody. Skoro jednak te informacje trzeba przekazać zamawiającemu, to jest możliwość zastrzec, że nie będą dostępne przynajmniej dla innych wykonawców. Żeby zrobić to skutecznie, należy przygotować solidne zastrzeżenie tajemnicy przedsiębiorstwa, gdzie trzeba wykazać między innymi jaką wartość gospodarczą mają te informacje oraz w jaki sposób wykonawca je zabezpiecza.

Umowa – dokument podpisywany po wyborze oferty najkorzystniejszej. W teorii powinien regulować prawa i obowiązki obu stron umowy. W praktyce, ze względu na silniejszą pozycję zamawiających, reguluje wyłącznie prawa zamawiających oraz wyłącznie obowiązki wykonawców. Niezadowoleni z takiego stanu rzeczy wykonawcy mają możliwość interweniować, bądź to poprzez składanie wniosków o modyfikację SIWZ, bądź przez składanie odwołań przed KIO. Problem stronniczych umów w pzp został dostrzeżony i pojawił się pomysł wprowadzenia rejestru klauzul niedozwolonych na wzór tego prowadzonego przez UOKiK.

Wadium – opłata, którą zamawiający wymaga od wykonawców startujących w przetargu. Pamiętanie o wadium jest o tyle istotne, że w przypadku braku złożenia w terminie oferta podlega bezwzględnemu odrzuceniu. Wadium jest zwykle zwracane po zakończeniu przetargu, chyba że wykonawca odmówi podpisania umowy, lub w inny sposób narozrabia.

Zamawiający – główny scenarzysta i reżyser postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. To on jest odpowiedzialny za przygotowanie całej specyfikacji istotnych warunków zamówienia, badanie i ocenę ofert, wybór oferty najkorzystniejszej, a także za wiele innych ważnych rzeczy.

Ostrożność w zamówieniach publicznych

Dzisiaj chciałbym trochę opowiedzieć o ostrożności w zamówieniach publicznych. I o tym, że niestety w przetargach nic nie jest czarno – białe.

Weźmy taki przykład: zapomniałem przedłużyć termin związania ofertą* (a moja oferta jest najkorzystniejsza). Czy zamawiający może mimo wszystko wybrać moją ofertę, czy też jest już – jak to się dosadnie mówi – pozamiatane? Siadam do systemu informacji prawnej. Szukam.

I co? Pięć wyroków KIO w jedną stronę, cztery wyroki KIO w drugą stronę, do tego wyroki sądu okręgowego (każdy inny), orzecznictwo TS UE (na szczęście na moją korzyść) i komentarze, które sygnalizują problem, ale nie udzielają odpowiedzi. I co mam począć?

Najgorsze, że na taki dysonans można się natknąć właściwie na każdym kroku. Ze świecą szukać przepisów które byłyby jasne. A czasem można zostać łatwo wprowadzonym w błąd. Bo można na przykład przeczytać interpretację Urzędu Zamówień Publicznych, w której UZP opowiada się wyraźnie za jakimś rozwiązaniem problemu. Skoro UZP tak twierdzi, to tak zapewne jest – pomyśli każdy roztropny wykonawca. I trzyma się tego rozwiązania konsekwentnie aż do czasu gdy KIO wytłumaczy mu na rozprawie w dobitnych słowach, że rozwiązanie to uważa za co najmniej nieprawidłowe.

Co powinien więc robić wykonawca? Cóż, chyba nie ma innego wyjścia, jak w każdej sprawie, w której zachodzi rozbieżność w poglądach, przyjmować prewencyjnie ewentualność dla siebie najbardziej dotkliwą.

Nie wiem czy można wybrać moją ofertę pomimo upływu terminu związania ofertą? Po prostu pilnuję terminów i zawsze przedłużam. Nie wiem czy ten dokument można uzupełnić? Przyjmuje dla bezpieczeństwa że nie można i dokładam wszelkich starań, żeby dołączyć go już do pierwotnej oferty. Cały szkopuł tkwi w diagnozie, gdzie leży problem i odpowiedzi na pytanie jakie rozwiązanie tego problemu będzie dla mnie najbezpieczniejsze (na pewno nie spowoduje, że zostanę wyeliminowany z przetargu). Oczywiście, zdarzają się sytuację podbramkowe, w których nie ma wyboru – to inna sprawa.

Takie bezpieczne podejście może czasami prowadzić do sytuacji co najmniej nielogicznych. No bo na przykład w każdym przetargu pilnujesz żeby przedłużać termin związania ofertą. Zauważyłeś, że Twój konkurent tego nie zrobił. Śmiało składasz odwołanie. Pech chciał, że trafiłeś na skład, który ma do terminu związania ofert bardziej liberalne podejście. KIO w tym przypadku uznaje, że zamawiający mógł wybrać ofertę Twojego konkurenta, mimo że ten nie przedłużył terminu związania. Tracisz szanse na zamówienie, a do tego zostajesz obciążony dość wysokimi kosztami odwołania. Frustrujące, prawda? Ale co by się stało gdybyś to Ty nie przedłużał terminów związania ofertą? Może to Twoja oferta padłaby atakiem odwołania? I trafiłbyś na skład, który przyznałby konkurentowi rację…

Na pocieszenie wykonawcom muszę napisać, że i tak mają lepiej niż zamawiający. Wykonawca może zawsze trzymać się zasady „dla bezpieczeństwa”. Z kolei zamawiający często musi wybierać pomiędzy dwiema wzajemnie się wykluczającymi możliwościami i liczyć się z tym, że jego decyzja zostanie zrecenzowana przez KIO lub kontrolującego.

Na koniec gorzka refleksja. Z pisaniem o zamówieniach jest ten problem, że przygotowując tekst nigdy nie wiesz, czy to co piszesz nie będzie za chwilę już nieaktualne. Przepisy zmieniają się szybko. Orzecznictwo i poglądy nauki jeszcze szybciej (czasami z dnia na dzień).

Niestety mam przeczucie, że niniejszy artykuł na temat rozbieżności pozostanie aktualny jeszcze przez długi czas…

*dotyczy to sytuacji, w której najpierw zamawiający wezwał do przedłużenia terminu związania ofertą, a następnie termin ponownie upłynął

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

Scroll Up