Jak zapewne wiecie data, od której zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci zbliża się wielkimi krokami.

Gwoli przypomnienia: już od 18 kwietnia JEDZe składane są tylko w wersji elektronicznej. To jednak dopiero początek. Od 18 października tego roku całe zamówienia publiczne miały przenieść się do sieci. UZP i Ministerstwo Cyfryzacji obiecywały udostępnienie zamawiającym centralnej platformy, umożliwiającej przeprowadzenie elektronicznych przetargów.

Jak to jednak zwykle bywa, najpierw zwlekano z rozpisaniem przetargu na wykonanie platformy. Potem, jak już przetarg został ogłoszony i wpłynęły oferty, to okazało się, że rozstrzygnięcie takiego przetargu to nie jest bułka z masłem i potrwa to dłużej niż planowano. W końcu, wykonawca został wybrany, ale co oczywiste potrzebuje czasu, żeby platformę wykonać.

W efekcie, mamy sierpień, dwa i pół miesiąca do elektronizacji, a my zamiast testować platformę i spokojnie przygotowywać się do przestawienia z kartki na ekran, nerwowo czekamy na zakończenie prac.

Coś trzeba było na szybko wymyślić, żeby ratować sytuację.

Obowiązek elektronizacji wynika z przepisów dyrektywy Unii Europejskiej. Jednocześnie dyrektywa zajmuje się tylko przetargami powyżej progów unijnych. Poniżej progów zostawia poszczególnym państwom członkowskim swobodę.

Dlatego Polska wprowadziła rozwiązanie zgodnie z którym przetargi poniżej progów pozostaną w tradycyjnej papierowej formie. W stosunku natomiast do zamówień powyżej progów – nie mamy wyboru, te zamówienia muszą przenieść się do Internetu.

Moim zdaniem w obecnej sytuacji to dobre rozwiązanie. Pomaga nam uratować sporą część zamówień. Tytułem przykładu w zeszłym roku udzielono około 22 tysięcy zamówień powyżej progów i aż 113 tysięcy zamówień poniżej progów. To oznacza, że dużo większa część zamówień toczyła się poniżej progów i jako taka pozostanie w formie papierowej.

Należy jednak zwrócić uwagę, że rozróżnienie będzie miało dużo większe znaczenie dla branży budowlanej. Dla robót budowlanych próg unijny wynosi bowiem aż 5.548.000 euro. To bardzo duża kwota. Tylko największe inwestycje toczą się powyżej progów unijnych.

Z kolei w branży medycznej, która bazuje głównie na dostawach progi wynoszą 144.000 euro lub 221.000 euro. Są to kwoty zdecydowanie niższe, co powoduje, że w szpitalach nie ma dużej dysproporcji pomiędzy ilością ogłaszanych zamówień unijnych i krajowych.

Negatywnym zjawiskiem może okazać się celowe zaniżanie wartości zamówienia, żeby móc przeprowadzić przetarg krajowy, a tym samym uniknąć nieszczęsnej elektronizacji.